„Ars Celebrandi” 2018 z liturgiami dominikańskimi

Ars Celebrandi1
W tym roku po raz pierwszy w historii warsztatów liturgii tradycyjnej „Ars Celebrandi” termin warsztatów obejmie liturgiczne wspomnienie bł. Czesława, jednego z pierwszych polskich dominikanów i patrona Wrocławia, przypadające w rycie dominikańskim na 17 lipca. Z tego względu Msza św. w rycie dominikańskim, celebrowana tego dnia, będzie miała wyjątkowo uroczysty charakter. Nie możemy jeszcze ujawnić szczegółów, ale już wiemy, że będzie to coś zupełnie wyjątkowego! Oprócz tego, jak co roku, będą też inne celebracje dominikańskie, a przede wszystkim liczne grupy warsztatowe, w których będzie można się uczyć celebrowania Mszy św., ministrantury oraz śpiewu chorałowego. W odpowiedzi na liczne postulaty po raz pierwszy pojawi się też grupa anglojęzyczna do nauki ministrantury. Jest jeszcze trochę wolnych miejsc w poszczególnych grupach warsztatowych, dlatego wspólnie z organizatorami zapraszamy do przyjazdu do Lichenia. Nasz portal rytdominikanski.pl jest jednym z patronów medialnych „Ars Celebrandi”.
„Ars Celebrandi” 2018 trwa od 12 do 19 lipca. Jak zawsze u Matki Bożej w Licheniu! Zatem do zobaczenia!
Ars Celebrandi

Święto Najświętszego Imienia Jezus

 
W dniu 2 stycznia w kalendarzu liturgicznym rytu dominikańskiego, podobnie jak w kalendarzu Nadzwyczajnej Formy Rytu Rzymskiego, przypada święto Najświętszego Imienia Jezus (II klasy). Co ciekawe, mimo wczesnego rozwinięcia się pobożności do Imienia Jezus w Zakonie Braci Kaznodziejów, święto to zostało wprowadzone dopiero w latach 80. XVII wieku, podczas reformy ksiąg liturgicznych przeprowadzonej przez generała Antonina Cloche’a (wówczas z datą 15 stycznia). Niemniej jednak Zakon i tak wyprzedził o kilkadziesiąt lat Kościół powszechny. Oto, co pisze na ten temat o. William Bonniwell OP w „Historii liturgii dominikańskiej”:

Jedynym nowym świętem w kalendarzu Cloche’a, które nie pochodziło z kalendarza rzymskiego, było święto Najświętszego Imienia Jezus (15 stycznia). Chociaż święto to zaczęło powszechnie obowiązywać w Kościele łacińskim dopiero w 1721 roku, może jednak budzić zdziwienie, że zakon, który od XIII wieku poświęcał się propagowaniu we wszystkich częściach świata Bractwa Najświętszego Imienia, przyjął święto Najświętszego Imienia tak późno. Przyczynę można wydedukować z pewnych spostrzeżeń Benedykta XIV.
Do czasów współczesnych święto Obrzezania uważano jednocześnie za święto Najświętszego Imienia Jezus, gdyż kiedy Chrystus został obrzezany, nadano Mu imię Jezus: „Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus”. Jednak, jak zauważa Benedykt XIV: „Z tego, co do tej pory powiedzieliśmy, można łatwo zobaczyć, że w ramach święta Obrzezania obchodzone jest także święto Najświętszego Imienia Jezus”[1]. Oto, dlaczego pewna kapituła generalna uchwaliła, że „święto Obrzezania i Najświętszego Imienia Jezus, Zbawiciela świata, ma być obchodzone jako święto totum duplex”[2]. W tekście łacińskim zarówno słowo „święto”, jak i czasownik „ma być obchodzone” mają liczbę pojedynczą, co wskazuje, że kapituła generalna uważała Obrzezanie i Najświętsze Imię za jedno i to samo święto.
„Jednak” — dodaje Benedykt XIV — „podobnie jak święto Bożego Ciała jest celebrowane w Wielki Czwartek, a mimo to Kościół powtarza je w innym dniu; tak samo pobożność wiernych pragnęła, aby święto Najświętszego Imienia było obchodzone w specjalnym dniu, nawet jeśli jest już zawarte w święcie Obrzezania”[3]. Ponieważ popularność tego oddzielnego święta wciąż rosła, Cloche sądził, że zakon powinien złagodzić swoje ściśle liturgiczne stanowisko, aby pobudzić pobożność ludową; stąd przyjęcie specjalnego święta w dniu 15 stycznia. Ćwierć wieku później Innocenty XIII na prośbę cesarza Karola VI rozszerzył święto na Kościół powszechny[4].

Przypisy:
  1. De Festis, s. Ia, LXXXV. []
  2. Acta Cap. Gen., t. VI, s. 241. []
  3. M. cyt. []
  4. Tamże, s. 104. []

Dzięki rytowi prawda staje się „odczuwalna”

 
Tegoroczna pielgrzymka środowisk Summorum Pontificum miała wyjątkowo uroczysty charakter, gdyż odbywała się w dziesiątą rocznicę ogłoszenia przez papieża Benedykta XVI motu proprio Summorum Pontificum. Kilkudniowy program liturgii i innych obchodów zakończyła Msza św. w rycie dominikańskim, celebrowana przez o. Dominique-Marie de Saint Laumer z Bractwa św. Wincentego Fererriusza w kościele Santissima Trinità dei Pellegrini w Rzymie w dniu 17 września 2017 r. Kazanie podczas tej Mszy św. wygłosił założyciel Bractwa św. Wincentego Ferreriusza, o. Louis-Marie de Blignières. Otrzymaliśmy od niego tekst tego kazania w celu opublikowania na stronie rytdominikanski.pl i, korzystając z chwili wytchnienia w czasie świąt Bożego Narodzenia, publikujemy go po polsku w świątecznym prezencie dla naszych czytelników :)

Dzięki rytowi prawda staje się „odczuwalna”

Na uzasadnienie obrzędów Świętej Ofiary Mszy Sobór Trydencki przypomina, że natura człowieka do wznoszenia się do kontemplacji rzeczy Bożych potrzebuje zewnętrznych pomocy i widzialnych znaków . Można stąd wyprowadzić definicję rytu: „Ryt jest to to, co sprawia, że prawda staje się odczuwalna”[1]. Ryt ofiary Mszy jest tym, co stawia w zasięgu ludzkiej natury prawdę o Bogu, prawdę o człowieku i prawdę o Chrystusie. W swej tradycyjnej formie łacińskiej oddaje on te trzy aspekty namacalnie, z nieprześcignioną skutecznością.

IMG_20170917_114001

Prawda o Bogu: Bóg jest Trójcą
Ktokolwiek po raz pierwszy uczestniczy we Mszy w rycie tradycyjnym, natychmiast uderza go święta atmosfera, która się w niej uwydatnia. Dostojna architektura, układ przestrzenny z miejscem zastrzeżonym dla asysty i innym miejscem dla wiernych, orientacja celebracji, skupiona i uroczysta postawa celebransa, specjalne szaty noszone przez niego, używany przez niego niezwyczajny język, gesty wyrażające cześć, które wykonuje przed tabernakulum i konsekrowanymi darami, w tym zwłaszcza liczne przyklęknięcia, a w końcu tajemnicza cisza kanonu: wszystko to prowadzi do pozostawienia świeckiego świata i stanięcia w obecności Kogoś, kto przewyższa świat.
Jednak jeśli ten uczestnik podejmie trud śledzenia w mszale słów kapłana, wtedy dotknie go zdumiewający aspekt modlitwy. Owszem, błagania kierowane z wielkim szacunkiem do Tego, którego wszystkie tradycje ludzkości nazywają „Bogiem”, ale odbywa się to z ufną pewnością dziecka, które zwraca się do swego ojca. Niezrównane namaszczenie starych łacińskich modlitw włącza nas w relację nie z wielkim, nieporuszonym architektem Wszechświata, lecz z tajemniczą i fascynującą rzeczywistością: Trójcą Świętą. Zwracamy się do Niej, niespodziewanie, jakbyśmy byli rodziną! Mówimy do Niej z niesłychaną śmiałością, zwracamy się do Niej w towarzystwie całego tłumu świętych osób, które mają u Niej wielką powagę. Nigdy nie przestajemy mówić o Jego Synu i za każdym razem, gdy przywoływane jest Jego imię, skłaniamy głowę.
Tak, ryty tradycji łacińskiej podkreślają mocno, że zwracamy się do Trójcy Świętej, pełnymi wyrazu gestami oraz słowami, w których łączą się cześć i miłość. Tak, jak mówi ofertorium Mszy dominikańskiej: „Przyjmij tę ofiarę, którą Ci składam, na pamiątkę Męki naszego Pana Jezusa Chrystusa, i spraw, aby wzniosła się przed Ciebie i była miła Tobie, i aby przyniosła wieczne zbawienie dla mnie i wszystkich wierzących”.

Prawda o człowieku: człowiek jest „zagubiony”
Jednak ten, kto odkrywa stare ryty, wkrótce zauważa drugi ton. Sprawiają one, że odczuwalna staje się prawda o człowieku. Mówi ona, że człowiek, jeśli jest pozostawiony sobie, „gubi się”. Poszukiwanie sensu życia, które często wydaje się absurdalne, skandal zła, a zwłaszcza cierpienie niewinnych, poczucie, przynajmniej niejasne, osobistej winy: doświadcza tego każdy, kto zaczyna myśleć, zamiast oddawać się „rozrywce”. Co się dzieje z tym egzystencjalnym cierpieniem, gdy zostaje ono postawione wobec rytu wypełnionego mądrością katolickich stuleci? Otrzymuje ono imię: grzech. Zarówno w liturgiach wschodnich, jak i zachodnich można zauważyć coś bardzo poruszającego: kapłan, a razem z nim wierni, którzy łączą się z ofiarą, poznają prawdę o swojej niedoli.
Spójrzmy na celebransa podczas modlitw przygotowawczych Mszy rzymskiej: wydaje się obawiać podejść do ołtarza, dopóki na wiele sposobów nie uzna swej niegodności: przez wspaniały psalm, przez wyznanie swoich grzechów, przez wersety przypominające akty strzeliste! Spójrzmy na kapłana dominikańskiego, który podczas Confiteor ― swojego, a także asysty ― kłania się głęboko, jak gdyby chciał przyjąć na siebie również ich grzechy! Spójrzmy na modlitwy kanonu rzymskiego: „tak wolny od wszelkiego błędu, żeby nie było w nim niczego, co nie tchnie szlachetnie świętością i pobożnością” [2], tego kanonu, gdzie celebrans przy różnych okazjach w pokłonie zanosi pokorne błagania, jako ten grzesznik, który nie może polegać na swoich zasługach [3]! Spójrzmy na poruszające modlitwy kapłana przed komunią!
Jedną z przyczyn, dla których stare ryty wywierają taki wpływ na nowo nawróconych — mówię z doświadczenia — jest to, że podejmują one, z przekonującą przenikliwością, tę część prawdy o człowieku, który zbyt często jest zakrywana: że jest on grzesznikiem i potrzebuje odkupienia. I ryty te znają tajemnicę, jak z nadzieją wprowadzać tę niedolę w styczność z miłosierdziem.

Prawda o Chrystusie: Jego ofiara, składana przez Kościół, jedna człowieka z Bogiem
W całym nastroju celebracji według rytu „czcigodnego i starożytnego zwyczaju” [4], uczestnik — ile razy nie otrzymaliśmy zaufania! — czuje, że „coś się dzieje”. W sercu świętej ciszy kanonu gesty otaczające podwójną konsekrację stawiają mu przed oczy tajemnicę wiary. Widzi on w swoim mszaliku, że celebrans przez cały kanon znaczy dary znakami krzyża. Widzi, jak wierni przyjmują konsekrowaną Hostię na kolanach i do ust, a następnie trwają na cichej modlitwie. Jeśli zwróci się po Mszy do kapłana, jest gotowy dowiedzieć się i zrozumieć, że istotą Mszy jest ofiara. Ta ofiara chwały dla Trójcy Świętej jest ofiarą przebłagalną „za wieczne zbawienie [jego] i wszystkich wiernych”.
Dodatkowo dostrzega on, dzięki gestom wykonywanym przez kapłana i jego orientacji, że wszystko koncentruje się nie na samym kapłanie, ale na Chrystusie obecnym w tabernakulum i konsekrowanych darach. Widzi, że celebrans trzyma palce razem, dotykając Ciała Chrystusa, i z jaką miłosną ostrożnością zbiera na korporał wszystkie konsekrowane cząstki. Z jednej strony silnie uwypuklona jest potrzeba zbawienia; z drugiej zaś słowa i gesty pozwalają nam odczuwalnie dotknąć mistycznego i bezkrwawego odnowienia zbawczej ofiary. I tak w rycie dominikańskim celebrans po konsekracji szeroko rozkłada ramiona, jak Chrystus na krzyżu. W obrzędzie przekazania pokoju najpierw całuje kielich, który zawiera cenną Krew Chrystusa i na którym spoczywa Jego Niepokalane Ciało, żeby ukazać, że pokój przekazywany asyście pochodzi z ofiary Chrystusa.
Stare ryty odpowiadają naturze człowieka także w tym aspekcie, w jakim odzwierciedlają historyczne pośrednictwo Kościoła. W szczególności kanon rzymski „składa się albo ze słów samego Pana, albo z tradycji apostołów i pobożnych instrukcji świętych papieży” [5]. Kapłanowi rytu łacińskiego pociechę dla jego synowskiego posłuszeństwa przynosi świadomość, że modli się on tym samym kanonem, co święty Grzegorz Wielki. Odczuwa też wielkie bezpieczeństwo doktrynalne i ogromną radość dzięki temu, że ustępuje miejsca rytom używanym w ciągu całych stuleci przez tak wielu świętych i że przeżywa obrzędy, które uświęcały pokolenia wiernych. Na przykład dla dominikanina bardzo poruszająca jest świadomość, że gesty i słowa, których używa, celebrując Mszę świętą, wywoływały łzy u naszego Ojca św. Dominika oraz Doktora eucharystycznego, św. Tomasza z Akwinu.

Wniosek
Tak, ryt sprawia, że prawda staje się odczuwalna, tradycyjny ryt łaciński wyjątkowo podkreśla prawdę o Bogu, o człowieku i o ofierze Chrystusa. Ale czym jest ta prawda, która staje się odczuwalna, jeśli nie pięknem? Dziękujmy Bogu za to, że uzdalnia nas do „modlitwy nad pięknem”. I dziękujmy Kościołowi, że po długim okresie zamieszania i niesprawiedliwości oddał „odpowiednie uznanie” [6] temu rytowi, który łagodnie i silnie prowadził, i wciąż będzie wprowadzał — bez wątpienia aż do Paruzji — tak wielu ludzi ku niezgłębionej tajemnicy ofiary Chrystusa.
Louis-Marie de Blignières
Założyciel Bractwa św. Wincentego Ferreriusza

Przekład: Dominika Krupińska
Krótka relacja i galeria zdjęć z pielgrzymki znajduje się tutaj.

Przypisy:

[1] Sobór Trydencki, sesja XXII (17 września 1562), Dekret o Najświętszej Ofierze Mszy św.: „Chrystus zechciał pozostawić Kościołowi, swojej ukochanej Oblubienicy, ofiarę widzialną (według wymagań natury ludzkiej). Będzie ona reprezentowała ofiarę krwawą, która miała wypełnić się jeden raz na krzyżu, i utrwalała jej pamiątkę po wszystkie wieki, a zbawcza moc będzie udzielała odpuszczenia grzechów, które codziennie popełniam” (DS, nr 1740, cyt. w Katechizmie Kościoła katolickiego, nr 1366). „Ponieważ taka jest natura ludzka, że bez zewnętrznych pomocy niełatwo wznosi się do rozważania rzeczy Bożych, przeto święta Matka Kościół ustanowił pewne przepisy w odprawianiu: np. aby przy Mszy św. pewne zdania mówione były po cichu, a inne głośniej. Zastosował też różne obrzędy, jak święte błogosławieństwa, światła, okadzania, używanie szat i inne liczne tego rodzaj u rzeczy, oparte na zarządzeniach i tradycjach apostolskich. Dzięki temu ma być podkreślony majestat tak wielkiej ofiary, a dusze wiernych przez te widzialne znaki religii i pobożności pobudzone do kontemplacji wzniosłych rzeczywistości zawartych w tej ofierze” (DS, nr 1743).

[2] Sobór Trydencki, tamże, DS, nr 1745.

[3] Te igitur, Supplices te rogamus, Nobis quoque peccatoribus.

[4] Benedykt XVI, motu proprio Summorum Pontificum z 7 lipca 2007 r., art. 1.

[5] Sobór Trydencki, tamże, DS, nr 1745.

[6] Benedykt  XVI, motu proprio Summorum Pontificum z 7 lipca 2007 r., art. 1.